- W pana dorobku artystycznym jest wiele dokonań teatralnych, kabaretowych i filmowych. Przynajmniej jedno pokolenie - a podejrzewam, że więcej - zapamiętało też pana jako Sigmę z „Przybyszów z Matplanety”. Niedawno zdecydował się pan na kolejną rolę - w serialu „Strachy” wyprodukowanym przez Polsat Box Go. Dlaczego wydała się panu interesująca?
- Tak sympatycznie i przekonująco zapraszał mnie reżyser-scenarzysta, pan Łukasz Kobylarz, że dałem się namówić na udział w „Strachach”.
- Czy to było ciekawe wyzwanie aktorskie?
- Postać Profesora umieszczona między światem realnym a wyobrażonym dawała ciekawy materiał aktorski.
- Jak się pan czuł po latach ponownie stając przed kamerą razem z Dagmar Bilińską, czyli Pi z programu „Przybysze z Matplanety”?
- Miło spotkać na planie koleżankę, którą przed laty zaangażowałem do roli Pi w reżyserowanych przeze mnie programach telewizyjnych „Przybyszów z Matplanety”.
- Reżyser i scenarzysta Łukasz Kobylarz oraz autor zdjęć i scenarzysta Łukasz Sawicki to twórcy debiutujący w swoich rolach w produkcji fabularnej. Jak wspomina pan współpracę z nimi na planie?
- Wspomnienia z planu „Strachów” to przede wszystkim ciepła atmosfera i profesjonalizm.
- A jak pracowało się z Hanną Turnau i Andrzejem Platą - młodymi aktorami na początku drogi zawodowej?
- Młodzi aktorzy to kolejna przyjemność w pracy. Utalentowani, dojrzali aktorsko, kulturalni. Jeszcze o nich usłyszymy.
- Lubi pan się bać?
- Nie lubię się bać. Horrory nie są w kręgu moich zainteresowań. W odcinku, w którym biorę udział, nie ma straszenia. Jest tajemnica, zagadka i poetycka niespodzianka.
- Czy teraz, po roli w serialu, można się częściej spodziewać pana występów w produkcjach przeznaczonych na rynek telewizyjny oraz na platformy VoD? Czy to była raczej jednorazowa przygoda i wcale pana nie ciągnie w tę stronę?
- Jeżeli będę miał ciekawą propozycję, na pewno nie odmówię. Wciąż gram w teatrze, w kabarecie, a i przed kamerą chętnie się pojawiam. Z tego się nie wyrasta.
„Strachy” od 21 marca w Polsat Box Go.